Nauczyciel z pasją LUTYBohaterka miesiąca - pani Małgorzata BednarskaOd wielu lat w Katoliku uczy języka niemieckiego . Od kilku obejmuje funkcję pani wicedyrektor. Ale to nie jedyne nowe zajęcie, którego się ostatnio podjęła. O tym, że warto podejmować w pracy i poza nią nowe wyzwania oraz o tym jak “dzierga” swoje nowe życie - opowiada nasza bohaterka miesiąca - pani wicedyrektor Małgorzata Bednarska. Jak wygląda Pani codzienność, kiedy łączy Pani rolę wicedyrektora z byciem nauczycielką języka niemieckiego? Czy to wiele zmieniło w Pani życiu?Wraz z objęciem funkcji wicedyrektorki w mojej codziennej pracy zaszły istotne zmiany. Pojawiły się nowe obowiązki i odpowiedzialność, jednak z satysfakcją odnajduję się w powierzonych mi zadaniach. To dla mnie cenne wyzwanie, które pozwala spojrzeć na funkcjonowanie szkoły z nieco innej perspektywy. Po 23 latach pracy w Katoliku ta nowa rola wniosła do mojej zawodowej codzienności powiew świeżości i dodatkową motywację do dalszego działania. Skąd wzięła się u Pani miłość do pracy z włóczką?Nigdy nie byłam osobą, którą ciągnęło do rękodzieła. Dzierganie wydawało mi się czymś zupełnie nie dla mnie. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział, że w wolnym czasie będę z przyjemnością sięgać po szydełko, moja mina byłaby bezcenna. Wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie — w czasie pandemii. Pewnego wieczoru pomyślałam, że chcę nauczyć się czegoś nowego; spróbować czegoś, czego wcześniej nigdy nie robiłam. Wybrałam szydełko. Uznałam, że skoro inni potrafili się tego nauczyć, to ja też mogę. I tak, niepozornie, zaczęła się ta przygoda. Pamięta Pani swoją pierwszą rzecz wykonaną własnoręcznie? Co to było ?Zaczęłam z przytupem. Zachwyciły mnie wzorzyste, cieniowane chusty — pełne kolorów i misternych detali. Chciałam stworzyć coś nie tylko ładnego, ale i praktycznego (nie wiedziałam jeszcze wtedy, że bogate, barwne chusty to jednak nie do końca moja estetyka). Nikt mnie w świat szydełka nie wprowadzał. Kupiłam pierwszą włóczkę, wydrukowałam schemat — tajemnicze znaczki, z których rozumiałam tyle, co z chińskiego — włączyłam tutorial na YouTubie i… ruszyłam. Powoli, mozolnie, ale z uporem. Słupek po słupku powstawała moja pierwsza szydełkowa praca. Każde kolejne okrążenie było małym zwycięstwem. Niedługo później, na prośbę córki, spróbowałam swoich sił w amigurumi — szydełkowych maskotkach. Pamiętam, że miała to być myszka. Ciałko i głowa powstały na bazie wzoru na wielkanocne jajko, a w środku zamiast profesjonalnego wypełnienia kulką silikonową znalazły się zwinięte, za małe skarpetki. Improwizacja w najczystszej postaci. Mam tę myszkę do dziś. Kiedy na nią patrzę, widzę nie tylko krzywe oczka i niedoskonałości, ale przede wszystkim drogę, którą przeszłam — od niepewnych pierwszych słupków po prawdziwe hobby. Co najbardziej lubi Pani tworzyć — szaliki, lalki, a może coś zupełnie innego? Dlaczego właśnie to?Lubię zmiany. Kiedy kończę jeden projekt, potrzebuję dłuższej chwili oddechu, a potem z radością sięgam po coś zupełnie nowego. Szydełkowanie daje mi przestrzeń do takiej twórczej wędrówki — do tej pory powstały czapki, chusty, ozdoby świąteczne, akcesoria do strojów dla dzieci, breloki i maskotki. Każda z tych form przynosi mi ogromną satysfakcję. Nie potrafiłabym wybrać tylko jednej — i szczerze mówiąc, wcale nie chciałabym musieć. Co daje Pani tworzenie rękodzieła po całym dniu pracy w szkole — wyciszenie, poczucie sprawczości, czy coś innego?Poczucie sprawczości odgrywa dużą rolę – to niezwykle satysfakcjonujące, gdy jedna długa nitka zamienia się w chustę, gdy lalka zyskuje charakter dzięki burzy loków, albo gdy długo dłubana choineczka staje się efektowną ozdobą dekoracja bożonarodzeniową. Jeśli chodzi o cierpliwość, bywa ona często wystawiana na poważną próbę – i tylko domownicy wiedzą, jak wygląda to w praktyce :) Czy uczniowie wiedzą o Pani pasji?Niektórzy na pewno. Dziergałam w autokarze podczas klasowych wycieczek, na nocowankach w szkole. Kto uważnie obserwował, ten wie. Czy zdarzyło się, że rękodzieło stało się inspiracją do działań w szkole — warsztatów, projektów, akcji charytatywnych?Obecnie lekcja szydełkowania ze mną została wystawiona na jedną z licytacji w ramach akcji charytatywnej organizowanej przez samorząd uczniowski liceum. Ciekawe, czy ktoś się skusi? Czy uważa Pani, że szkoła powinna być miejscem odkrywania pasji, czy jest na to przestrzeń?W kontekście rozbudzania pasji szkołę można postrzegać dwojako. Z jednej strony jest przestrzenią do odkrywania i pogłębiania zainteresowań naukowych — w końcu nie brakuje wśród nas pasjonatów języków obcych, historii czy innych dziedzin. Z drugiej strony to miejsce spotkań, rozmów i wymiany doświadczeń z koleżankami i kolegami. To właśnie z tych codziennych relacji często rodzą się inspiracje, które wykraczają daleko poza szkolne mury. Tak też rozumiem ideę budzącej się szkoły, którą tworzymy — nie jako obniżanie wymagań, lecz jako zmianę perspektywy. Najpierw dostrzec w młodym człowieku człowieka. Potem ucznia. A dopiero na końcu ucznia mojego przedmiotu. Chciałabym, aby każdy usłyszał: nie musisz być najlepszy we wszystkim. Wybierz to, w czym naprawdę chcesz być dobry, i konsekwentnie do tego dąż. Pracuj, rozwijaj się, przekraczaj własne granice i stawaj się coraz lepszą wersją siebie. Jak udaje się Pani pogodzić funkcję wicedyrektora, nauczyciela, rozwijanie pasji i życie rodzinne?Pogodzenie pracy, życia rodzinnego i szydełkowania wcale nie jest trudne. Moje hobby nie zajmuje wiele czasu – mogę je wykonywać niejako „przy okazji”. Dziergałam już na plaży, w samochodzie (oczywiście nie jako kierowca!), w poczekalni u lekarza czy fryzjera, w samolocie, a nawet na okienku w szkole. Niektóre wzory można nazwać „serialowymi” – pozwalają oglądać film, słuchać audiobooka czy rozmawiać podczas dziergania. Inne wymagają pełnego skupienia, bo nie wybaczają błędów. Te ostatnie potrzebują czasu tylko dla siebie, dlatego sięgam po nie rzadziej. Czy poza rękodziełem są jeszcze inne pasje lub aktywności, które dają Pani energię i radość?Uwielbiam czytać książki, najlepiej lekkie, ale nie takie, które całkowicie „odmóżdżają”. Uważam, że codzienna rzeczywistość daje nam już wystarczająco dużo stresu, by w czasie wolnym zmuszać się do nerwowego przeżywania fabuły. Ostatnio odkryłam fantastykę – co samo w sobie było dla mnie dużym zaskoczeniem. Jak wygląda Pani idealny dzień wolny — taki naprawdę tylko dla siebie?Mam czas, by się wyspać, poczytać, podziergać i wypić dobrą kawę. Ale nie muszę spędzać tego czasu wyłącznie sama ze sobą, bo bardzo lubię być z moimi najbliższymi. Na szczęście w moim życiu jedno nie wyklucza drugiego. Czy jest coś, czego chciałaby się Pani jeszcze nauczyć albo spróbować w ciągu najbliższych kilku lat?Jasne! Od dawna marzy mi się własnoręcznie zrobiony na drutach sweter. Ale druty to już dwa patyki do opanowania, a to zupełnie inna bajka i większe wyzwanie. Może kiedyś opanuję coś więcej niż podstawowe oczka i odważę się na większy projekt. Trzymajcie za mnie kciuki! Czy rękodzieło czegoś Panią nauczyło jako nauczycielkę? (np. cierpliwości, pokory wobec procesu, uważności na detale)Nauczyło mnie, że zawsze można zacząć od nowa. Że jeśli coś nie wychodzi, warto pruć i próbować jeszcze raz. Że nie wszystko udaje się za pierwszym razem i można modyfikować swoje podejście, by osiągnąć efekt. Taka postawa przydaje się nie tylko w pracy czy w szkole, ale i w codziennym życiu. Czego chciałaby Pani nauczyć swoje dzieci (i swoich uczniów) przede wszystkim — niezależnie od przedmiotu i stanowiska?Nie ma złego momentu na naukę zupełnie nowych rzeczy, nawet jeśli wydawało nam się, że kompletnie się do tego nie nadajemy. Kto naprawdę chce – znajdzie sposób. Każdy proces nauki wiąże się z popełnianiem błędów. Nie zliczę, ile razy prułam swoją robótkę, bo coś nie wychodziło tak równo, jak oczekiwałam, albo odkryłam błąd kilka rzędów wcześniej. Najważniejsze jest jednak, by się tym nie zrażać i traktować pomyłki jako naturalny element nauki. Co powiedziałaby Pani nauczycielom, którzy mają pasję, ale nie znajdują czasu na jej realizację?Choć łatwo to powiedzieć, wiem z doświadczenia, że jeśli jest coś, co sprawia nam przyjemność i pozwala naładować wewnętrzne baterie, warto próbować ukraść choć odrobinę czasu dla siebie. Świat przez chwilę się nie zawali, a my zyskamy energię, która pozytywnie odbije się także na naszych bliskich i otoczeniu. A gdyby miała Pani dać sobie samej jedną radę sprzed lat — co by to było?Nie bierz pod uwagę tych, którzy nie wzięliby pod uwagę Ciebie — ani w działaniu, ani w opiniach. Żyj pełnią życia, bo najlepsze dopiero przed Tobą. I mocno bym się uściskała! Tagi Małgorzata Bednarska język niemiecki projekty Katarzyna Słowikowska